Dogs of Berlin
ROZRYWKA

DOGS OF BERLIN ROZBIJAJĄ BANK !

Plan był taki, żeby napisać Wam o dwóch świetnych książkach ale ponieważ właśnie skończyłam oglądać serial, który rozbił bank i zrobił mi weekend, to postanowiłam ów plan nieco zmodyfikować i napisać Wam jednak o tej kolejnej, świetnej produkcji niemieckiego Netflixa.

DOGS OF BERLIN ( Berlińskie psy, 2018 ) to serial, który wciąga, łapie za gardło i długo nie chce puścić. Dawno, na prawdę dawno – bo chyba od wiosny 2018 roku kiedy zaczęłam i skończyłam oglądać ” Most nad Sundem” – nie było serialu kryminalnego, który zrobił by mi tak dobrze.

Osią wydarzeń będzie śledztwo w sprawie zabójstwa Orkana Erdema – gwiazdy niemieckiej drużyny piłkarskiej. Jego ciało zostanie znalezione w Marzahn w przeddzień ważnego meczu Niemcy – Turcja. Nie było by w tym właściwie nic niezwykłego, gdyby nie fakt, że Orkan był z pochodzenia Turkiem a Berlińska dzielnica Marzahn to gigantyczne, berlińskie blokowisko pełne neonazistów. Co tam robił i dlaczego zginął, będą ustalać dwaj śledczy. Kurt Grimmer i Erol Birkan. Dwie skrajnie różne postaci – Kurt balansuje na granicy prawa, zdradza żonę i jest uzależniony od hazardu. Erol to jego totalne przeciwieństwo – spokojny, zdystansowany facet, od lat w szczęśliwym związku ze swoim partnerem. Mimo, że różni ich niemal wszystko, będą musieli połączyć siły by wspólnie rozwikłać nie tylko zagadkę śmierci Orkana.

Dogs of Berlin  przede wszystkim, zaskakuje wielowątkowością. Od pierwszego do ostatniego odcinka, wątków jest multum.  Ale spokojnie – każdy jest świetny i każdy wciąga. Będzie więc o rasizmie, o homofobii, o tureckiej mafii, która w Berlinie ma się świetnie. Będzie też o korupcji, o tym jak świat sportu przenika się ze światem przestępczym, będzie o miłości i o zdradzie…  Ale nie dajcie się zwieść pozorom, bo jakkolwiek tanio brzmią, te dwa ostatnie wymienione przeze mnie wątki, to prawda jest taka, że od początku do końca, to po prostu świetna historia bez zbędnej treści.

Ten serial wygrywa wszystko z trzech powodów.

Po pierwsze – muzyka. Świetny, mocny, głównie rapowy soundtrack, który genialnie zgrywa się z obrazem.

Po drugie – Berlin. Bo bez wątpienia ma w tym serialu swoją własną, świetną rolę. Scenarzyści zabierają nas w miejsca, do których z pewnością nie zapuszcza się przeciętny turysta, a pewnie i mieszkańcy odwiedzają je niechętnie. Wspomniane już Marzahn – biedne, postkomunistyczne, wielkie blokowisko i Neükolln czyli kolebka muzułmanów, do której biali właściwie nie mają wstępu.

Po trzecie i chyba najważniejsze – autentyczność. Bo Dogs of Berlin to serial absolutnie odarty z lukru. Brudny, realistyczny i ciężki klimat, który tworzą przede wszystkim występujące postaci – bo tak, jak nie ma w tym serialu niepotrzebnych wątków, tak nie ma tam też zbędnych ról. Każda postać jest mocna, charakterystyczna – jakaś. Każda opowiedziana historia jest prawdziwa, brutalna i zdecydowanie pozbawiona tego ciepłego pierwiastka rodem z ameryki.

Polecam bez cienia wątpliwości, ja wsiąkłam po pierwszych czterech minutach – bynajmniej nie przez pośladki Felixa Kramera – no przynajmniej nie wyłącznie…

Serial dostępny na platformie Netflix

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *